Spotkanie 3. - Z czym do ludzi?

Cel spotkania - wprowadzenie dla animatora

To już ostatnie spotkanie w małej grupie na tych rekolekcjach. Sporo od niego zależy. Po pierwsze chcemy jakoś podsumować wszystko co już zostało powiedziane, uporządkować materiał. Może to też być ostatnia okazja, żeby nadrobić coś ważnego co może gdzieś umknęło, rozwiać istotne wątpliwości. Nie obawiaj się absolutnie, że nie zrealizujesz konspektu! Wręcz przeciwnie, przygotowując to spotkanie usiądź i **powybieraj z tego konspektu to, co może Ci się przydać, a to co Ci się nie przyda - odrzuć**. Jeśli zaś widzisz w Twojej grupie jakiś problem o wiele istotniejszy niż to co tutaj zaproponowano, śmiało odłóż go na bok i pójdź za swoją animatorską intuicją. W tym wszystkim miej na uwadze, że to spotkanie musi się zmieścić w 80-ciu minutach!

Note

Potraktuj ten konspekt trochę jak “przepis sąsiadki”, z którego gotujesz bądź pieczesz ciasto, samemu będąc jak doświadczona kucharka, która przepisem jakoś się sugeruje, ale ostatecznie zdaje się na swój kunszt i doświadczenie, dostosowując go do własnych potrzeb. Nie pasuje Ci papryka? Wywal ją, dodaj ogórek. Uważasz, że przydałoby się więcej pieprzu? Rób jak uważasz! Byleby koniec końców potrawa była smaczna, zdrowa i służyła tym, dla których gotujesz ;)

Jednocześnie kluczowym celem tego spotkania jest znalezienie bardzo konkretnego zastosowania treści tych rekolekcji w życiu każdego z nas. Niech będzie ono przede wszystkim praktyczne i życiowe! Chcemy, żeby uczestnik, który wybrał wiarę, odnalazł coś prostego ale bardzo konkretnego i mierzalnego, co w konsekwencji swojego wyboru postanowi zmienić w swoim życiu w najbliższym, jednoznacznie określonym czasie. Jak pewnie się domyślasz, Twoim zadaniem będzie mu w tym pomóc, a bardzo ważnym narzędziem tej pomocy będzie tu Twoje świadectwo.

Ważne jest abyś podzielił się z uczestnikami tym jak Ty przeżywasz swoją wiarę w praktyce, tym jakie konsekwencje płyną w Twoim życiu z decyzji o wyborze wiary, jak Ty bierzesz za swoją wiarę odpowiedzialność. Zastanów się: co w Twoim życiu zmieniłoby się, gdybyś odrzucił wiarę? To znacznie ważniejsze niż przeczytanie mnóstwa mądrych słów i  “egzaminowanie z udzielania odpowiedzi wg klucza”. Ty tworzysz to spotkanie - pokaż jak Ty wychodzisz ze swoją wiarą do świata, jak Ty wykorzystujesz to co masz “Ad maiorem Dei gloriam”, przełamując swoje lenistwo, czy jak kto woli “wychodząc ze strefy komfortu”!

Jednocześnie dzisiejszy konspekt nie przewiduje, żadnego specjalnie w tym celu wydzielonego miejsca na świadectwo animatora. Sam zdecyduj który moment tego spotkania jest Ci najbliższy i czym w tym temacie chcesz się podzielić ze swoimi uczestnikami. Nie musi być dużo, ważne żeby było od serca - tak jak cała grupa dzieli się swoim życiem, odczuciami, etc. tak samo Ty włączaj się w to dzielenie - słowem: wplataj świadectwo gdzie się da!

Note

Animatorze! może się zdarzyć, że w Twojej grupie NIKT podczas wczorajszej modlitwy wieczornej (ani w żadnym innym momencie) nie podjął żadnej decyzji. Przygotuj się również na taką ewentualność, bądź gotów podejść do każdego ze swoich uczestników z miłością, szacunkiem i zrozumieniem. Nie ciągniemy motywu “skoro wybrałeś wiarę” tylko dlatego, że “konspekt mówi, że wybrałeś, bo tak przewiduje nasz przebieg myśli”! Skoro, jak mówiliśmy w piątek, nikt tak nie szanuje naszej wolności jak Bóg (“Zaklinam was, córki jerozolimskie, na gazele, na łanie pól: Nie budźcie ze snu, nie rozbudzajcie ukochanej, póki nie zechce sama.” (Pnp 3,5) ), to byłoby skrajną hipokryzją, gdybyśmy - robiąc rekolekcje o wolności! - starali się w tym miejscu “przycinać” naszych uczestników do spreparowanych przez nas szablonów i foremek. Być może nie każdy wszedł w te rekolekcje wystarczająco mocno, być może w kimś zaczyna coś kiełkować, ale na jeden weekend to za dużo i za szybko, żeby podejmować wielkie decyzje. Bierzmy przykład z Jezusa, który “nie zagasi knotka o nikłym płomyku” (Iz 42,3)! Proponujemy w takiej sytuacji skupić się na tym, żeby zachęcić uczestników do poszukiwań, do zadawania pytań. Bo koniec końców zarówno człowiek wierzący jak i niewierzący, powinien cały czas weryfikować swoje przekonania i postawy.

  1. podsumowanie rekolekcji, nadrobienie tego co umknęło, rozwinięcie tego co ważne dla grupy
  2. pokazanie realnych konsekwencji wyboru wiary w życiu
  3. wyciągnięcie praktycznych wniosków do zastosowania w życiu! (zamieniamy słowo na czyn, Światło wprowadzamy w Życie)

Modlitwa

Dziękczynienie za to, że Bóg, nieskończenie szanując naszą wolność i indywidualność, zaprasza nas do budowania swojego życia w relacji z Nim. Dziękujemy za to, że tu jesteśmy, że razem możemy zadawać sobie ważne pytania. To oczywiście tylko propozycja. Przede wszystkim dostosuj modlitwę do potrzeb i możliwości swojej grupy.

Wprowadzenie

Podsumowanie tego co za nami, weryfikacja na ile uczestnicy załapali o co nam chodzi. Dyskretnie możemy spróbować sprawdzić czy podjęli jakąś decyzję w sobotę wieczorem.

  • Gdybyś pisał(a) posta o wczorajszym dniu jakich 4 hashtagów użyłbyś do jego oznaczenia?
  • Co wczoraj było dla Ciebie najważniejsze?
  • Czy ktoś chce się podzielić jakimś doświadczeniem ze wczorajszej modlitwy?

Zachęcamy do podzielenia się przemyśleniami, spostrzeżeniami, wątpliwościami z czasu tych rekolekcji:

  • Co na tych rekolekcjach odkryłeś/odkryłaś?
  • Jakie pytania pojawiły się w Twojej głowie odkąd tu przyjechałeś/-aś?
  • Czy coś Cię zaskoczyło? Coś nad czym się nigdy wcześniej nie zastanawiałeś/-aś?
  • A może coś Cię bulwersuje, oburza?

Nie ma wolności bez odpowiedzialności

Konsekwencje wyborów

Mówiliśmy wczoraj o tym, że każdy nasz wybór dokonany w wolności, wiąże się z odpowiedzialnością - to do nas należy udzielanie odpowiedzi, zawsze kiedy ktoś powie “sprawdzam!”.

Jeśli widzisz potrzebę podkreślenia tego zagadnienia (bo np. nie wybrzmiało, albo widzisz, że Twoi uczestnicy nie są do tego wystarczająco przekonaniu), możesz zaproponować taki eksperyment:

  • Spróbujmy wymienić (można wypisać) takie decyzje/wybory, które nie pociągają za sobą żadnych konsekwencji.
  • Czy te decyzje/wybory rzeczywiście nie pociąga za sobą żadnych konsekwencji?
  • Może więc de facto nie są decyzją? A w każdym razie - świadomymi wyborami?
  • Czy większośc decyzji jakie podejmujemy w życiu wygląda w ten sposób? Nic w tym życiu nie zmieniają?
  • Jakiego rodzaju decyzje jest nam łatwiej/trudniej podejmować?

W ramach wstępu, dla pobudzenia wyobraźni, można też przywołać postać V. Frankla i jego pomysł na Statuę Odpowiedzialności:

Viktor Frankl - psychoerapeuta, który podczas drugiej wojny światowej, przebywając jako więzień w obozie koncentracyjnym, wnikliwie obserwował jak zachowuje się ludzka wolność w sytuacjach skrajnych - podkreślał, że istotą ludzkiej egzystencji jest branie odpowiedzialności, podejmowanie decyzji, bo zdawanie się na przypadek jest zagrożeniem dla kluczowej wartości w istnieniu człowieka – wolności. Frankl zaapelował nawet do włodarzy Stanów Zjednoczonych, gdzie cieszył się dużym szacunkiem opinii publicznej, o wzniesienie na zachodnim wybrzeżu kraju Statuy Odpowiedzialności będącej uzupełnieniem Statuy Wolności na wschodnim skrawku kontynentu. “Wolność to tylko połowa prawdy” - pisał.

Wybór wiary, jeśli jest odpowiedzialną i świadomą decyzją, tym bardziej prowadzi nas do tego, żeby aktywnie uczestniczyć w świecie, będąc rękami i nogami Kościoła w jego misji niesienia światu Dobrej Nowiny.

Nie ważne ile masz, ważne ile dajesz!

Przeczytajmy:

Podobnie też [jest] jak z pewnym człowiekiem, który mając się udać w podróż, przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności, i odjechał. Zaraz ten, który otrzymał pięć talentów, poszedł, puścił je w obrót i zyskał drugie pięć. Tak samo i ten, który dwa otrzymał; on również zyskał drugie dwa. Ten zaś, który otrzymał jeden, poszedł i rozkopawszy ziemię, ukrył pieniądze swego pana. Po dłuższym czasie powrócił pan owych sług i zaczął rozliczać się z nimi. Wówczas przyszedł ten, który otrzymał pięć talentów. Przyniósł drugie pięć i rzekł: “Panie, przekazałeś mi pięć talentów, oto drugie pięć talentów zyskałem”. Rzekł mu pan: “Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana!” Przyszedł również i ten, który otrzymał dwa talenty, mówiąc: “Panie, przekazałeś mi dwa talenty, oto drugie dwa talenty zyskałem”. Rzekł mu pan: “Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana!” Przyszedł i ten, który otrzymał jeden talent, i rzekł: “Panie, wiedziałem, żeś jest człowiek twardy: chcesz żąć tam, gdzie nie posiałeś, i zbierać tam, gdzieś nie rozsypał. Bojąc się więc, poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi. Oto masz swoją własność!” Odrzekł mu pan jego: “Sługo zły i gnuśny! Wiedziałeś, że chcę żąć tam, gdzie nie posiałem, i zbierać tam, gdziem nie rozsypał. Powinieneś więc był oddać moje pieniądze bankierom, a ja po powrocie byłbym z zyskiem odebrał swoją własność. Dlatego odbierzcie mu ten talent, a dajcie temu, który ma dziesięć talentów. Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. A sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz - w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów”.

—Mt 25,14-30

  • Ile to jest 1 talent? Co nam to mówi o naszej wartości w oczach Boga? (Jeśli to my jesteśmy sługami, a on Panem?)

Note

1 talent = 6000 drachm; Generalnie kupa szmalu, bo drachma to rzymska moneta z 3,85g srebra, równowartość greckiego denara, który był dziennym wynagrodzeniem robotnika. Czyli 1 talent to 23,1kg czystego srebra, albo jak kto woli - równowartość 6000 dniówek!.

  • Dlaczego Pan potępia ostatniego sługę? Bo “się nie dorobił”? Za co tak naprawdę go gani?
  • Jak rozumiesz słowa “Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię”?

Wniosek: mamy działać a nie wegetować! Bóg nie chce od nas postawy “Jakigoś mie Panie Boże stworzoł takigo mie mosz”!

Podobny fragment:

Potem usiadł naprzeciw skarbony i przypatrywał się, jak tłum wrzucał drobne pieniądze do skarbony. Wielu bogatych wrzucało wiele. Przyszła też jedna uboga wdowa i wrzuciła dwa pieniążki, czyli jeden grosz. Wtedy przywołał swoich uczniów i rzekł do nich: «Zaprawdę, powiadam wam: Ta uboga wdowa wrzuciła najwięcej ze wszystkich, którzy kładli do skarbony. Wszyscy bowiem wrzucali z tego, co im zbywało; ona zaś ze swego niedostatku wrzuciła wszystko, co miała, całe swe utrzymanie».

—Mk 12,41-44

  • Ok, no to teraz ile to jest ten grosz?

Note

dosł. 2 leptony, czyli 1 kwadrans, tj. moneta o równowartości 1/64 denara - czyli 1/64 dniówki robotniczej (a zauważmy, że była wdową, a nie pracującym robotnikiem!)

  • Dlaczego Jezus pochwala ofiarę wrzuconą przez wdowę? Przecież nic nie wniosła!
  • Jaki stąd dla nas wniosek?

Ofiara wdowy nie wniosła wiele do skarbca świątynnego (było jeszcze 12 innych koszy, do których wielu ludzi wrzucało znacznie więcej kasy na świątynię), ale Jezus sławi jej czyn, ponieważ ukazuje on wielkie poświęcenie tej kobiety. Z miłości do Boga i Jego domu oddała wszystko, co miała, choć połowę (1 pieniążek) mogła zachować dla siebie na zakup środków koniecznych do życia.

Nie chodzi o to, że jesteśmy ubogimi wdowami i nic nie mamy. Bóg obdarzył nas talentami, z których jeden ma równowartość 6000 x 64 = 384 000 wdowich groszy! To co chcemy tu pokazać to to, że najważniejsze są nie tyle nasze obiektywne osiągnięcia w porównaniu z innymi, ale to ile wykorzystujemy z tego co mamy, ile z siebie dajemy!

Przykłady z życia:

  • 2 osoby, o bardzo różnych charakterach: która wykonuje większą pracę - ta, która zawsze dla wszystkich się uśmiecha, bo “z natury” jest miła i uprzejma, czy ta, która mimo swojego paskudnego charakteru, z wielkim wysiłkiem zdoła raz na 100 spojrzeć z wyrozumiałością na kogoś, kto strasznie ją wkurza? Znajdźmy własne, podobne przykłady!

    • [w razie potrzeby można zainspirować się takimi hasłami wywoławczymi]:
    • nieśmiałość (podobnie jak powyżej)
    • 2 uczniów (“bystrzak” i “mniej bystrzak”)

Chodzi o to żeby pokazać, że ważniejszy jest indywidualny wysiłek i to jak wykorzystuje się swoje możliwości, niż to jaki obiektywnie osiąga się sukces… (a wiadomo, że komu więcej dano, od tego więcej wymagać się będzie!)

Warning

Oznacza to również, że Twoja wiara, nawet jeśli wydaje Ci się strasznie mała - dla Boga już znaczy wiele! Warto zachowywać pewien dystans (albo jeśli ktoś woli: ograniczone zaufanie) wobec własnego osądu. To że ja uważam, że moje życie jest mało interesujące, albo w ogóle nieudane, nie oznacza, że tak jest w istocie - na sądzie ostatecznym mogę być bardzo zaskoczony gdy zobaczę jaki był mój wpływ na życie wielu ludzi. Bóg widzi bez zasłon. To samo dotyczy wiary w moim życiu. Może mi się np. wydawać, że moja modlitwa “nie wyszła” i jest niewiele warta, a tymczasem w niebie jest wielkie weselicho, że w końcu przekroczyłem ważny etap i przestałem “jechać na emocjach”.

Jak mawiał br. Roger z Taizé:

“W chwilach modlitwy być może nie odczuwamy natychmiastowego efektu. Ale Bóg daje nam Ducha Świętego i Boże życie w nas może kiełkować, wzrastać i inspirować nasze myśli i działania.”

—brat Roget z Taizé

Skoro już o kiełkowaniu mowa, możemy przeczytać:

Mówił jeszcze: «Z czym porównamy królestwo Boże lub w jakiej przypowieści je przedstawimy? Jest ono jak ziarnko gorczycy; gdy się je wsiewa w ziemię, jest najmniejsze ze wszystkich nasion na ziemi. Lecz wsiane wyrasta i staje się większe od jarzyn; wypuszcza wielkie gałęzie, tak że ptaki powietrzne gnieżdżą się w jego cieniu».

—Mk 4,30-32

  • Co to oznacza dla mnie?
  • Czy czasem chciałbym być dobrym/mądrym/świętym człowiekiem, a zamiast tego czuję, że jestem mały i nic nie znaczę w świecie? Jak sobie z tym radzę? Co na takie wątpliwości odpowiada Jezus?

Dla wątpiących…

Warning

Animatorze, rozważ, czy to nie byłby dobry moment, aby przekazać pewną ważną myśl-zachętę wszystkim osobom które “nie wpisują się w scenariusz” - tj. nie przekonawszy się póki co dostatecznie mocno do wiary, nie podjęli żadnej decyzji; albo ich wiara jest właśnie tym “nikłym płomykiem”, którego pod żadnym pozorem nie wolno nam zgasić, albo po prostu tylko wydaje im się za mała... (albo też zwyczajnie olewają to, bo im to zwisa - też mają takie prawo!)

Oprócz powyższego fragmentu i zapewnienia, że nawet najmniejsza wiara wystarczy by dać początek mocnemu drzewu, można też przywołać słowa ks. Tomáša Halíka, bardzo ważnej postaci jeśli chodzi o dialog Kościoła z niewierzącymi:

“Wierzącym jest dla mnie ten, kto przeżywa życie jako dialog, kto stara się zrozumieć wyzwania, rady czy ostrzeżenia i odpowiada na nie. A niewierzący to ten, kto przeżywa swoje życie jako monolog, kto słucha sam siebie”.

—ks. Tomáš Halík

  • Jak rozumiem te słowa? Czy zgadzam się z nimi?
  • Do czego zachęca mnie takie postawienie sprawy?
  • Czy w podobny sposób rozumiem wiarę?

Chodzi o to, że najważniejszy nie jest podział na ludzi, którzy wierzą w Boga (których powszechnie nazywamy “wierzącymi”) oraz tych, którzy w Niego nie wierzą (zwanych “niewierzącymi”). Istotne jest to czy człowiek w pokorze wciąż uparcie i na nowo szuka prawdy czy też ośmiela się twierdzić ostatecznie i bezdyskusyjnie, że ją znalazł.

Tak więc nawet jeśli ewidentnie, ktoś z tych młodych nie jest ani trochę wiarą zainteresowany, to sukcesem będzie zainspirowanie, pobudzenie go właśnie do tego żeby szukać!

Note

Jeśli chcesz, możesz też posłużyć się wezwaniem z modlitwy wiernych z Wielkiego Piątku: Módlmy się, za wszystkich, którzy nie uznają Boga, aby w szczerości serca postępowali za tym, co słuszne, i tak mogli odnaleźć samego Boga. /Modlitwa w ciszy. Po niej kapłan śpiewa:/ Wszechmogący, wieczny Boże, Ty stworzyłeś wszystkich ludzi, aby zawsze Ciebie szukali, a znajdując Cię, doznali pokoju; + spraw łaskawie, aby wszyscy mimo przeszkód i niebezpieczeństw, dostrzegali znaki Twojej dobroci oraz świadectwo dobrych czynów tych ludzi, którzy w Ciebie wierzą * i z radością wyznali wiarę w Ciebie, jedynego prawdziwego Boga i Ojca wszystkich ludzi. Przez Chrystusa, Pana naszego. W. Amen.

Sól ziemi, światło świecące przed ludźmi

Note

punkt opcjonalny

Przeczytajmy:

Wy jesteście solą dla ziemi. Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi. Wy jesteście światłem świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się też światła i nie stawia pod korcem ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu. Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie.

—Mt 5,13-16

  • Jakie zadanie stoi przed uczniami Chrystusa (a więc i przed nami, jeśli decydujemy by iść za nim)?
  • Co to dla mnie konkretnie znaczy?

Note

jeśli Ci to pomoże, możesz posłużyć się interpretacją w podobnym stylu: “Zamknijmy oczy. Wyobraźmy sobie, że jesteśmy w jaskini - nie ma żadnego źródła światła. Naszą decyzją jest zapalenie latarki, żeby móc iść dalej. Jednak gdy będziemy ją przykrywać jakimś materiałem albo ręką - mała część światła oświetli drogę i ciężko będzie podjąć jakieś działania. Wiara jest zapaleniem naszej pochodni w świecie. Gdy jednak będziemy ją przysłaniać, decyzja staje się mdłą, bezwartościową - niewiele wniesie. Gdy jednak otworzymy się w całości i damy jej działać - wszystko dookoła rozświetli się, a my możemy kroczyć drogą dalej zapalając innych. Bo czy dwie, trzy latarki w jaskini nie oświetlą drogi lepiej niż jedna?”

  • Czy potrafię dzielić się swoimi przemyśleniami z innymi (wnioskami i odkryciami, jak i pytaniami czy wątpliwościami?

“Łaska bazuje na naturze” - indywidualizm każdej drogi wiary

Chcemy pokazać, że tak jak do każdego z nas Chrystus przychodzi z propozycją wiary w sposób wyjątkowy i całkowicie zindywidualizowany (patrz: sobota), tak samo i my, biorąc odpowiedzialność za wiarę, którą wybieramy, czynimy to również w sposób bardzo osobisty, tylko nam właściwy.

W tym celu rozdajmy krótkie opisy paru postaci ze Starego i Nowego Testamentu oraz świętych - po jednej postaci na osobę (można losować, rozdawać, wszystko jedno, wedle uznania). W ramach małej aktywizacji niech każdy przeczyta pozostałym to co dostał. Te postaci stanowią niesamowicie zróżnicowaną mieszankę.

Mojżesz - ciekawski i nie lubiący publicznych wystąpień
Kiedy Bóg powołał Mojżesza, aby wyprowadził swój naród z niewoli egipskiej, wziął go na sposób. Chcąc wykorzystać jego ciekawość ukazał mu się w pod postacią krzewu, który płonął, ale się nie spalał. Mojżesz, który wypasał właśnie owce swojego teścia, bardzo się tym zjawiskiem zainteresował, podszedł bliżej i tak “zaczęła się gadka”. Ale to nie wszystko. Mojżesz, jak każdy, ma swoje mocniejsze i słabsze strony. Kiedy dowiaduje się jaką misję Bóg chce mu powierzyć, zarzeka się, że przecież nie potrafi się dobrze wysławiać (a może faktycznie koleś np. się jąkał, nie wiadomo). Na to Bóg też szybko znajduje sposób: “Ok, no to pójdziesz z Twoim kuzynem Aaronem - Ja będę gadał z Tobą, Ty przekażesz Aaronowi, a on to potem ładnie przedstawi Izraelitom, tak żeby załapali ;) “ - i tak oto od tego niewinnego przekomarzania zaczęła się wielka historia wyzwolenia Ludu Wybranego z niewoli egipskiej, którą wspominamy do dziś!
Jonasz - uciekinier i egoista
W Księdze Jonasza czytamy, że Bóg powiedział mu, aby wstał i poszedł do Niniwy, na co ten “wstał, aby uciec do Tarszisz przed Panem” :D Kto by pomyślał, że Bóg wybiera sobie takich ludzi na proroków! A jednak… Jonaszowi nie spodobało się, że Bóg chce dać Niniwie, gdzie żyli najwięksi wrogowie Izraelitów, szansę na nawrócenie, że chce im przebaczyć ich złe postępowanie. Nie rozumie Bożej logiki, dlatego za wszelką cenę stara się uciec przed Bogiem. W swojej ucieczce trafia na okręt, z którego wyrzucają go w morze, aby uratować statek od sztormu (domyślono się, że tego człowieka “goni” sam Bóg!). Zdawać by się mogło, że Jonasz zginie w odmętach morza, ale zyska przynajmniej tyle, że nie będzie musiał iść do Niniwy… Niedoczekanie! Jonasza połyka wielka ryba i wypluwa go po trzech dniach na ląd. Tak więc Jonasz w końcu idzie do Niniwy i za jego sprawą nawraca się całe miasto, choć w gruncie rzeczy nic specjalnego im nie mówi! Jedynie idzie i woła “Jeszcze czterdzieści dni, a Niniwa zostanie zburzona”.
Jakub, pseudonim “Izrael” - kombinator i roszczeniowiec
Jakub, choć fizycznie raczej słabszy od swojego starszego brata Ezawa, od najmłodszych lat odznaczał się chytrością i umiejętnością skutecznego walczenia o swoje. A w zasadzie nie tylko swoje, bo gdy ich ojciec Izaak był już niewidomym starcem i chciał pobłogosławić swego najstarszego syna Ezawa, Jakub podstępem podszył się pod niego i uzyskał przysługujące mu błogosławieństwo. (Dość powiedzieć, że odbiło się to później na całym jego życiu rodzinnym). Ale to nic! Jakub wydarł błogosławieństwo nawet samemu Bogu! W późniejszych latach, przytrafił mu się bardzo dziwny “wypadek”: pewnej nocy cały swój dom ukrył po innej stronie rzeki, z obawy przed swym bratem, z którym wciąż miał delikatnie mówiąc nienajlepsze stosunki, podczas gdy on sam wrócił do swego obozu. Wtedy, jak czytamy w Księdze Rodzaju “ktoś się z nim zmagał”. Walczyli aż do świtu. Ów dziwny przybysz wywichnął Jakubowi staw biodrowy, ale nie umiał go ostatecznie pokonać. Nad ranem okazuje się, że tajemniczy przybysz to wysłannik samego Boga! Jakub nie chciał puścić swojego przeciwnika, póki Bóg mu nie pobłogosławi i ostatecznie wymógł na Nim błogosławieństwo. Ten zaś powiedział do niego: “Odtąd nie będziesz się zwał Jakub, lecz Izrael, bo walczyłeś z Bogiem i z ludźmi, i zwyciężyłeś”
Tomasz apostoł - “niedowiarek”
Tomasz, czasem niesłusznie nazywany “niewiernym” (a przecież nie zdradził Jezusa, jak np. Judasz), może nie tyle okazał się niedowiarkiem, co raczej był po prostu dociekliwy. Jeszcze sporo czasu przed męką i zmartwychwstaniem, gdy Jezus mówi apostołom “...przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem. Znacie drogę, dokąd Ja idę”, Tomasz stara się dociec, o czym ten Jezus znowu im próbuje opowiedzieć. Ba! Nawet ośmiela się odpowiedzieć Jezusowi: “Panie, nie wiemy, dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę?”. Skoro Tomasz ze swej natury był dociekliwy, nie przyjmował wszystkiego “jak leci”, to tym bardziej nie może nas dziwić, że nie uwierzył na słowo pozostałym apostołom, kiedy ci oznajmili mu, że Chrystus POWSTAŁ Z MARTWYCH i przyszedł do nich, kiedy Tomasza z nimi nie było. Gościu stawia sprawę jasno: “Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę.” Na szczęście Bóg doskonale go rozumie! Jezus przychodzi po ośmiu dniach, kiedy Tomasz przebywa razem ze wszystkimi apostołami i spełnia jego życzenie, aby ten uwierzył i poszedł za Nim aż do oddania życia...
Synowie Zebedeusza - parcie na szkło
Jak czytamy w Ewangelii wg św. Mateusza, matka synów Zebedeusza podeszła do Jezusa wraz ze swoimi synami i oddając Mu pokłon, prosiła Go “Powiedz, żeby ci dwaj moi synowie zasiedli w Twoim królestwie jeden po prawej, a drugi po lewej Twej stronie”. Przecież to ewidentne “załatwianie stołka dla swoich synalków”! Wygląda na to, że Jakub i Jan - synowie Zebedeusza, początkowo zainteresowali się słynnym nauczycielem z Nazaretu, głównie “dla fejmu” - chcieli coś dla siebie uszczknąć z Jego rosnącej popularności, a najlepiej, dorwać się do władzy w tym królestwie, o którym Jezus ciągle tyle gadał. Na szczęście i na nich Jezus ma sposób i odpowiada im: “Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić?” Kiedy odpowiadają, że mogą, wówczas Jezus cierpliwie im tłumaczy: “Kielich mój pić będziecie. Nie do Mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej i lewej, ale [dostanie się ono] tym, dla których mój Ojciec je przygotował”. Zresztą synowie Zebedeusza, oprócz swoich skłonności do tego, aby starać się być wyżej postawionymi niż inni, są tak naprawdę dobrymi apostołami i wiernymi wyznawcami Jezusa! Kiedy ich powoływał, nie bez powodu nadał im przydomek “Synowie Gromu”. Również zapowiedziany przez Jezusa kielich w końcu rzeczywiście wypili - oddając życie za wiarę, już po Zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu Jezusa.
Samarytanka - zagmatwane sprawy rodzinne…
O samarytance, która rozmawiała z Jezusem przy studni w zasadzie nie wiemy zbyt wiele. Nie znamy nawet jej imienia. Nie mniej jednak, jej spotkaniu z Jezusem poświęcony jest w Ewangelii wg św. Jana prawie cały 4. rozdział, więc pewnie miało w historii zbawienia niebagatelne znaczenie! Jego przebieg był mniej więcej taki: Jezus siedzi przy studni. Podchodzi kobieta z samarytańskiego miasteczka Sychar, aby nabrać wody. Wtem Jezus mówi do niej, aby dała Mu pić. Trzeba nam wiedzieć, że wówczas dla Żydów Samarytanie byli mniej więcej tym kim są ludzie z Sosnowca w Katowicach (a właściwie to gorzej), dlatego zachowanie Jezusa jest niewyobrażalne! (Pismo Święte mówi wprost, że uczniowie, gdy po zrobieniu zakupów dołączyli do Jezusa, “dziwili się, że rozmawiał z kobietą”!) Co na to Samarytanka? Być może uznała to za “podryw” - wszak, jak się później dowiadujemy, miała już niejednego chłopa. Ale może właśnie dzięki temu, nie bała się gadać z Jezusem i zadawać Mu pytań, mimo że tajemniczy wędrowiec z jej perspektywy rzeczywiście gadał dziwne rzeczy, a w dodatku wszystko wiedział o niej (i o jej “niepoukładanym” życiu rodem z “Trudnych spraw” albo “Mody na sukces”). Dzięki temu Samarytanka dowiedziała się, że Jezus jest Mesjaszem, który przyszedł dać ludziom wolność i zafascynowana tym spotkaniem poszła do swojego miasteczka i - jak to kobieta - puściła newsa dalej, tak że koniec końców “wielu Samarytan z owego miasta zaczęło w Niego wierzyć dzięki słowu kobiety”.
św. Hildegarda z Bingen - nietypowa-typowa zakonnica z XIIw.
W życiu Hildegardy współpracę wiary z rozumem widać było na każdym kroku. Choć od najmłodszych lat miewała wizje, to jednak niczego z mnóstwa rzeczy, którymi się zajmowała, nie czyniła bez opierania się na gruntownym wykształceniu jakie zdobyła w zakonie. Owszem, jej powołanie przez Boga, było aż nader typowe dla jej epoki - zgodnie z obyczajem dziesiąte dziecko w rodzinie przeznaczone było do życia zakonnego. Jednak w tym przypadku decyzja rodziców “odpowiadała pragnieniom Hildegardy”, która w późniejszym czasie świadomie złożyła śluby wieczyste, a po latach została przełożoną wspólnoty. Jednak najciekawsze w życiu św. Hildegardy jest to, jak swoje powołanie realizowała. Parę lat temu, kiedy to słowo było jeszcze modne, moglibyśmy o niej powiedzieć “hardkor”! Zupełnie nie przejmowała się panującymi w jej czasach uprzedzeniami wobec kobiet, określanych wręcz jako “nieudana kopia mężczyzny, chciwa, zła, podporządkowana swoim namiętnościom i żołądkowi, o wątłym intelekcie, skażonej naturze i większej skłonności do grzechu”! Otóż Hildegarda była dla swoich współczesnych żywym zaprzeczeniem takich stereotypów: komponowała, pisała zarówno poezję jak i traktaty teologiczne, projektowała stroje, zakładała nowe klasztory i wznosiła świątynie, zajmowała się medycyną i zielarstwem; odbyła 4 podróże duszpasterskie, głosiła publiczne kazania nawołując do zmiany życia zarówno prosty lud jak i duchowieństwo (!); brała czynny udział w reformie Kościoła, a gdy trzeba było, pisała listy z ochrzanem nawet do cesarza!
“lista otwartych inspiracji”
miejsce na własne pomysły (gdyby animator chciał dopowiedzieć z głowy jeszcze parę przykładów, bo np. lubi mówić - byle nie za długo! - i zna fajnych świętych): Edyta Stein, Pier Giorgio Frassatti, Nikodem, Maria Magdalena

Po zapoznaniu się z opisami, przyjrzyjmy się pokrótce każdej z tych historii:

  • Co ci ludzie mają ze sobą wspólnego? Co ich różni?
  • Czy któraś z tych historii przemawia do mnie bardziej? Któraś mniej?
  • Czy któraś z tych historii mnie szokuje? (np. Jakub bijący się z Bogiem, albo Jonasz, który otwarcie mówi Bogu “Nie pójdę!”, a po skończonej misji wypomina Bogu, że dał Niniwie szansę na nawrócenie, zamiast ją zrównać z ziemią)
  • Jakie ten barwny “katalog” wzbudza we mnie odczucia, refleksje? Jak daje mi do myślenia w kontekście mojej własnej wiary?

Co jest ważne w powyższym katalogu? Każdego z nich Bóg powołał tak, żeby to pasowało do jego charakteru, ale też każdy z nich realizował swoją “misję” na swój własny sposób i **nie można powiedzieć, że któryś z tych sposobów był lepszy, a któryś gorszy!**

Przestrzenie mojego życia, potrzeby świata

Spróbujmy uzupełnić prostą tabelkę - każdy uczestnik uzupełnia dla siebie.

na co poświęcam najwięcej czasu: w ciągu dnia w ciągu tygodnia w ciągu miesiąca w ciągu roku
na jakie czynności?        
z jakimi ludźmi?        
w jakich miejscach?        

Dajmy sobie ok. 7 minut na oszacowanie jakie są główne przestrzenie naszego życia. Nie musi to być mega dokładnie! Nawet nie musimy układać “od najmniejszej do największej” - wystarczy mniej więcej wybrać po 3 sprawy/środowiska/miejsca, którym poświęcamy najwięcej czasu w ciągu dnia/tygodnia/miesiąca/roku.

Możemy w pewnym uproszczeniu powiedzieć, że wskazaliśmy w ten sposób główne przestrzenie naszego życia, naszego funkcjonowania w świecie.

Warning

Może się zdarzyć tak, że czegoś co jest dla nas ważne jednak tu nie wypisaliśmy, bo pomimo, że jest dla nas czymś bardzo istotnym, to jednak nie poświęcamy temu aż tyle czasu - choćby dlatego, że np. dana czynność nie jest zbyt czasochłonna. Można o tym wspomnieć, żeby takie “przestrzenie” też nam nie umknęły.

Przyjrzyjmy się tym przestrzeniom naszego życia, zaangażowania, wykorzystania naszej energii i zastanówmy się:

  • Na ile świadomie uczestniczę w tych rzeczach, buduję relacje z tymi ludźmi?
  • Czy w tych “przestrzeniach” wszystko mi odpowiada? A może coś mi nie pasuje? Może dostrzegam coś, co wymagałoby zmiany?
  • Jakie pytania odnośnie tych przestrzeni stawia mi wiara? Czy coś z tego co wypisałem, można by jakoś pozytywnie wykorzystać, aby wyciągnąć z tego jeszcze większe dobro? Czy coś z tego kłóci się w jakiś sposób z moją wiarą?

(Nie naciskajmy oczywiście na zbyt osobiste tematy, jeśli ktoś nie chce mówić. Nie chodzi naturalnie o publiczny rachunek sumienia. Ale jakiś konkret musi być!)

Opcjonalnie (raczej dla grupach starszych)

Spróbujmy jeszcze spojrzeć na nasze życie w szerszym kontekście wydarzeń i problemów otaczającego nas świata:

  • Czy wiem jakie pytania i problemy aktualnie trawią świat/Kościół/kraj/moje otoczenie? (wypisać tak przynajmniej z 5)
  • Które z tych spraw najbardziej nurtują mnie osobiście?
  • Jaki ja mogę mieć na nie wpływ; jak ja mogę zmienić świat na lepsze? (ew. podpowiedź: od ogółu do szczegółu; myśl globalnie, działaj lokalnie!)

Podsumowanie i zastosowanie

  • Jeżeli miałbyś opisać treść spotkania w dwóch zdaniach, jak one by wyglądały?

Warning

Na sam koniec chcemy znaleźć i postanowić coś prostego, ale konkretnego. Coś co w najbliższym czasie w swoim życiu zmienię, ze względu na to, że świadomie chcę być człowiekiem wierzącym.

Warning

Jeśli nie wybrałem wiary (patrz: sam początek konspektu), to nie znaczy, że nic sobie nie postanawiam. Mogę np. postanowić czego i jak dokładnie będę szukał?

A zatem zadajmy pytanie:

  • Co po tych rekolekcjach (albo nawet już teraz w trakcie) chcę zmienić w swoim życiu? (Np. w jednej z tych przestrzeni, które przed chwilą staraliśmy się sobie uświadomić)

Zapiszmy to w notatniku, aby móc to sprawdzić za dzień/tydzień/miesiąc.

Wskazówka: to może być z pozoru pierdoła! Jak np.:

  1. 10 minut spaceru codziennie przez najbliższy tydzień (tym bardziej jeśli byłaby to osoba, która na co dzień np. w ogóle nie wychodzi z domu),
  2. “W następną niedzielę na mszy posłucham Ewangelii” (bo np nigdy tego nie robiłem),
  3. “Do końca grudnia spróbuję zamienić chociaż jedno normalne zdanie z Mietkiem, z którym nikt w klasie nie chce gadać”,
  4. “Następną kartkówkę z fizy napiszę sam, choćbym nawet miał dostać kape”,
  5. “Następnym razem, gdy Facebook, na podstawie swoich genialnych algorytmów pokaże mi na Stronie Głównej nowego super oburzającego newsa (Nie ważne w jakim klimacie: czy to świat się kończy bo “sodomia i gomoria” i “avada cedavra lewacka k***”, czy to “Polszystan, katole w ciemnogrodzie, za Kaczyńskim na kolanach na Jasną Górę”) - zamiast bezmyślnie dawać się manipulować, poczynię trochę wysiłku, żeby przynajmniej sprawdzić źródło!”

Grunt, żeby było to coś mierzalnego, możliwego do zrealizowania oraz określonego w czasie! Dobrze będzie również, jeśli takie postanowienie będzie w miarę możliwości osobiste, odpowiadające mojemu sposobowi przeżywania wiary.

Można to też ująć w ten sposób: nie stawiajmy sobie pytania “Co będę robił?”, zapytajmy raczej “Co zrobię?”

Modlitwa

Powierzmy na koniec wszystkie nasze decyzje i ich konsekwencje Bogu, poprośmy o siłę do realizacji naszych postanowień (albo do ich podjęcia, jeśli jeszcze tego nie zrobiliśmy). Dla zwiększenia indwywidualnego wymiaru modlitwy (w myśl tego o czym mówiliśmy), warto np. dołożyć element krótkiej modlitwy w ciszy, żeby każdy przedstawił Bogu ze swojej strony to co chce i tak jak chce.