Spotkanie 4. - Quo vadis?

Cel

To nie jest koniec rekolekcji. Spotkanie nie jest żadną klamrą czy finiszowaniem. Celem jest odnalezienie zastosowania w życiu uczestników teorii rozważanej w ciągu ostatnich dni. Odpowiedzieć sobie na pytanie co robić, aby mądrze iść w kierunku celu. Przygotowanie na potknięcia bez “końca mojego świata”. Zwrócenie uwagi na innych w tej drodze.

Modlitwa

Dostosowana do możliwości grupy.

Wprowadzenie

Zastanawiamy się i wiemy gdzie jesteśmy (dzień 1). Pytamy się siebie czy i jak idziemy. Szukaliśmy własnych ambicji i celów, sensu (Spotkanie 2). Zostaliśmy wezwani przykładem drogi Jezusa do nie tylko mówienia o drodze, ale konkretnego kroczenia, bo... to On jest tym, który przychodzi po to, aby nas obudzić i podnieść do godności naszego powołania (Spotkanie 3), abyśmy budząc się otworzyli oczy i widzieli więcej (Ewangelia niedzielna). Co teraz?

Jesteśmy razem z Nim na drodze i przed nami jedno proste pytanie: “gdzie teraz zrobić następny krok?”. Ogólnikowo na to pytanie odpowiedzieć jest łatwo, bo wiele razy słyszeliśmy te odpowiedzi “ku Miłości”, “ku Dobru”.... ale czy to pomaga mi podjąć decyzję jak spożytkuje jutrzejszy dzień lub dzisiejszy wieczór?

  • Jak poszła mi realizacja zastosowania z ostatniego spotkania? Jak wyglądały pierwsze 45 sek mojego dzisiejszego dnia?
  • Czy odbieram dzisiejszy dzień jako nową szansę?

Posiadanie celu - dokąd zmierzam?

Każdy z uczestników otrzymuje kartkę z tabelką:

  Ten tydzień Za rok Za 5 lat Za 10 lat
Osobiste        
Zawodowe        
Duchowe        
Społeczne        

Próbuje dla siebie wpisać rzeczy w kierunku których zmierza – zarówno to “mocne” jak i “być może, ale jeszcze nie wiem”. Te mocne wyróżniamy np. podkreśleniem. Wiadomo, że zadanie takie jest trudne do wykonania – robimy tylko to co umiemy.

  • Które pola było Ci najtrudniej wypełnić? Dlaczego?
  • Które najłatwiej? Czemu?
  • Ile rzeczy są Twoim kierunkiem/celem z Twojego wyboru, a ile “życie się potoczyło”?

Może rodzić się pytanie – czy planowanie na 10 lat do przodu ma sens? Przecież tyle może się zmienić. “Lepiej nie planować tak do przodu, bo potem człowiek się rozczarowuje”. Zestawmy ze sobą dwa fragmenty Pisma Świętego:

Nie troszczcie się więc zbytnio i nie mówcie: co będziemy jeść? co będziemy pić? czym będziemy się przyodziewać? Bo o to wszystko poganie zabiegają. Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Starajcie się naprzód o królestwo i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane. Nie troszczcie się więc zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie. Dosyć ma dzień swojej biedy.

—Mt 6,31-34

Znam twoje czyny, że ani zimny, ani gorący nie jesteś. Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust. Ty bowiem mówisz: “Jestem bogaty”, i “wzbogaciłem się”, i “niczego mi nie potrzeba”, a nie wiesz, że to ty jesteś nieszczęsny i godzien litości, i biedny i ślepy, i nagi.

—Ap 3,15-17

  • Co to znaczy zimny, ani gorący?
  • Co to znaczy troszczyć się o jutro?
  • Jak możemy rozumieć te dwa fragmenty zestawione razem?

Te dwa fragmenty Pisma Świętego znakomicie opisują naszą kondycje duchowa. Z jednej strony potrzeba nam, abyśmy byli ludźmi głębokiej nadziei, którzy są gotowi do przyjęcia każdego dnia takim jaki go przygotuje dla nas Bóg. Z drugiej zaś strony Bóg nie chce, abyśmy byli nijacy i bezbarwni. Oczekuje od nas jasnego określenia się.... On sam nas przecież do tego wzywa.

  • Czy jest możliwe połączenie obu tych postaw? W jaki sposób?
  • To w końcu mamy planować gdzie chcemy być za 5 lat czy nie?

Powinniśmy wiedzieć w jakim kierunku idziemy, aby nie błądzić. Znamy kierunek w jakim idziemy w danym momencie. Gdy założyłem, że moją drogą są studia matematyczne to nie rozważam co wykład przez 2h czy może, aby na pewno dobrze wybrałem swój kierunek – niechybnie doprowadzi mnie to do sytuacji w której z powodu braku czasu na naukę odkryję, że “Bóg pewno nie chce, abym studiował matematykę skoro nie zaliczyłem ani jednego egzaminu” :).

Note

Jeżeli uczestnicy chcą to świetnie byłoby się podzielić jakimiś naszymi celami z kartki którą wypisywaliśmy

Ale to jak? Teraz trzeba być konsekwentnym i z niczego nie rezygnować?! Tak się nie da!

Nie zgubić celu sprzed oczu (?)

  • Czy zdarzyło Ci się kiedyś stracić sens tego co robisz w czasie wykonywania jakiejś czynności? Co to było?
  • Do czego prowadzi zgubienie sensu sprzed oczu?

W jakich momentach często ten sens gubimy w takich codziennych sprawach? Może patrząc na takie “zwykłe” przykłady będziemy mogli zauważyć jakieś powiązania?

Note

podpowiedzi dla animatora choć pewno będzie musiał znaleźć własne przykłady dla swojej grupy wiekowej:

  • Sprzątasz pokój dla swojej mamy, czy po to, aby było czysto?
  • Uczysz się po to, aby mieć papier matury czy aby być wykształconym człowiekiem?
  • Kasujemy bilet w autobusie, aby nas nie złapał kanar czy aby zapłacić za usługę?
  • [uwaga-przykład dla starszych] Nie współżyjesz z swoją dziewczyną dlatego, że to jest złe czy dlatego, że musiałbyś się z tego spowiadać ?

Zobaczmy do czego kolejno może prowadzić zgubienie sensu:

  • Zamiatam kurz pod dywan więc i tak go potem wdycham do płuc
  • To dlaczego ściągam?
  • W takim razie gdy przejechałem trasę zapomniawszy skasować bilet targam nieskasowany i wrzucam do kosza?
  • W takim razie w Niemczech gdzie nie ma spowiedzi nausznej byłbyś już z nią w łóżku?

Za każdym razem o zgubienie sensu jest bardzo prosto i prowadzi zazwyczaj do całkowitego wypaczenia sensowności naszego działania. Gubimy czasami cel sprzed oczu, zmieniamy decyzje, popełniamy zwykłe ludzkie pomyłki.

Przeczytajmy:

Siebie samych badajcie, czy trwacie w wierze, siebie samych doświadczajcie! Czyż nie wiecie o samych sobie, że Jezus Chrystus jest w was? Chyba żeście odrzuceni.

—2 Kor 13,5

  • Co robie wtedy gdy łapie się na tym, że “zgubiłem sens” jakiegoś mojego działania?
  • Czy mam nawyk pytania się o moje motywacje podejmowania jakiś działań w myśl 2 Kor 13,5?
  • Czym się różni zgubienie celu od tego, że się go nie widzi?
  • Czy jestem gotowy na to, że czasami celu mogę nie widzieć, ale mimo to powinienem iść do przodu? Czy doświadczyłem tego kiedyś?
  • Co robię, kiedy to dążenie do..., w moim odczuciu traci sens?

Łatwiej jest wtedy gdy cele, które sobie wyznaczymy nie są tak bardzo odległe. Mogę np. założyć, że próbuję opanować jakiś program graficzny i daje sobie na to uczciwe 2h dziennie pracy przez 30 dni. Po tym czasie osiągnąłem na pewno swój cel.... bo nie było nim zostanie mistrzem komputerowej grafiki lecz podjęta próba. Po takim terminie mogę zdecydować “to nie było to” i nie wyznaczyć sobie następnego celu.

Nie wiem zatem z góry czy będę architektem czy grafikiem.... ale przez 30 ostatnich dni nie tułałem się z miejsca na miejsce.... tylko miałem jasny cel. Ważne, aby nie skakać z kwiatka na kwiatek.... Co godzinę inny pomysł. I dotyczy to każdej sfery naszego życia....

  • Czy zauważyłem, że świat proponuje mi 100 rzeczy na raz?
  • Na czym polega niebezpieczeństwo 100 rzeczy na raz na poszczególnych sferach z tabelki? (osobiste, zawodowe, społeczne, duchowe)
  • Jak bronić się przed rozmazaniem celu poprzez próbę podjęcia 100 rzeczy na raz? (Bóg! On kurde o to się chce troszczyć! Pozwól mu!)

Gubić odczucia, lecz zawsze ufać!

Często tak mamy, że za wszelką cenę chcemy utrzymać się w “poczuciu sensu”, świetle. Gdy w naszym życiu nie czujemy, że ma ono sens to zakładamy, że od razu nie ma. Dzisiejszy psalm, tak doskonale znany wszystkim, że już praktycznie graniczy z cudem, aby spróbować widzieć w nim coś nowego, jest pod tym względem intrygujący:

Pan jest moim pasterzem:
niczego mi nie braknie,
pozwała mi leżeć
na zielonych pastwiskach.

Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć,
orzeźwia moją duszę.
Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach
przez wzgląd na swoją chwalę.

Chociażbym przechodził przez ciemną dolinę,
zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną.
Kij Twój i laska pasterska
są moją pociechą.

—Psalm 23,1-4

Bóg prowadzi po “właściwych ścieżkach”, ale mimo to od razu w następnej linijce jest mowa o “ciemnej dolinie”.

  • Czym jest ciemna dolina?

Note

Jeżeli prowadzi tam Bóg to nie może to być grzech... ciemnością mogą być “slumsy” w której brakuje światła, bo ludzie nadal czekają np. na mnie abym im pomógł odnaleźć sens

  • Co sugeruje takie zestawienie w psalmie?

Note

ciemna dolina może być częścią drogi Pana. Co więcej może to być właściwa ścieżką! Musimy jednak pamiętać “Ty jesteś ze mną” więc światło mnie nie opuściło

  • Czy macie doświadczenie przechodzenia przez “ciemną dolinę”, ale właśnie w obecności Jezusa?

Droga czasami wiedzie przez ciemną dolinę. Można dyskutować z jakiego powodu, ale jedno możemy uznać za pewne: spotkamy ciemną dolinę w swoim życiu. Może nie należy uciekać od samej takiej myśli? Psalmista nie jest tą wizją przestraszony! Mówi “Nie ulęknę się, bo Ty jesteś ze mną”.

Przeczytajmy:

Wy jesteście solą dla ziemi. Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi. Wy jesteście światłem świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się też światła i nie stawia pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu. Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie.

—Mt 5,13-16

  • Jeżeli jesteśmy naprawdę światłością świata (w dzisiejszej ewangelii też pada to określenie) to czy nie mamy właśnie iść na cały świat? Czy ciemne doliny nie potrzebują najmocniej rozświetlenia?
  • Co dla mnie znaczy to wezwanie Jezusa?

Spotkania w czasie drogi

Note

Polecam odwtorzyć utwór

Przeczytajmy:

Horyzont to akt łączenia błękitu z kawałkiem lądu
I gdyby trzeba doceniać złośliwą czułość przyrządów
Cel osiągalny jest z lotu w wyniku rejsu lub marszem
Miarowym następstwem kroków, w dowolnie wybranym czasie

Odległość od horyzontu bezładna z racji przypuszczeń
Pozwala obserwującym nabierać kolejnych złudzeń
I zmieniać je w przekonanie, że owe miejsce to styczna
Im bardziej polegać na niej tym staje się bliższa

Dalej niż sięga myśl wiodą w przód ślady stóp

Cierpliwie kusząc z oddali tych, którzy chcieliby przebrnąć
Odwieczną w swej własnej skali i rozciągłości odległość
Horyzont tkliwe wzruszenie w bezbronnej oka źrenicy
Pozostawiając nadzieje zbyt wielką na jedno życie

Dalej niż sięga myśl wiodą w przód ślady stóp
Dalej niż sięga myśl wiodą w przód ślady stóp

—Raz, Dwa, Trzy – Dalej niż sięga myśl

Na drodze nie jesteśmy sami. Gdy dzisiaj na tych rekolekcjach 25 osób po raz kolejny wybiera jako swój kierunek życia Jezusa Chrystusa i **wykona** w tym kierunku krok... to siłą rzeczy wszyscy zbliżymy się do siebie (nierówność trójkąta). Im dalej każdy z nas w tej drodze będzie tym łatwiej będzie nam “wpadać na siebie”.

  • Co to dla mnie znaczy, że coś jest łączeniem błękitu i lądu zarazem?

Note

Horyzont w kierunku którego zmierzamy jest zawsze na pograniczu spraw ziemskich i niebieskich. NAPRAWDĘ dalekie cele do których zmierzamy znajdują się w połączeniu... ani w niebie, ani na ziemi

  • Co jest moim horyzontem, linią którą widzę najdalej choć mogę nie wiedzieć jak daleko się znajduje i kiedy tam dotrę?
  • Czy mam doświadczenie mistrza, który pozostawił mi “ślady stóp”?

O tych ludziach na mojej drodze warto pamiętać. Warto nazwać po imieniu co od każdego z nich otrzymałem, jaką rolę spełnił/spełnia w naszej wędrówce.

Podsumowanie – odwaga następnego kroku

Następny krok jest mój i nikt za mnie go nie zrobi. Podsumujmy wspólnie:

  1. Wiedzieć gdzie się jest
  2. Mieć swoje ambicje, cele, pragnienia – nazywać je po imieniu
  3. Być człowiekiem w ruchu, chcieć iść
  4. Podejmować konkretny krok
  5. Mieć świadomość, że nie idziesz sam
  6. Nie marnować czasu, bo tyle można zrobić!

Odczytujemy (słuchamy) wspólnie:

W pełnym słońcu w środku lata
Wśród łagodnych fal zieleni
Wre zapamiętała praca
Stawiam łódź na suchej ziemi
Owad w pąku drży kwitnącym
Chłop po barki brodzi w życie
Ja pracując w dzień i w nocy
Mam już burty i poszycie

Budujcie Arkę przed potopem
Dobądźcie na to swych wszystkich sił!
Budujcie Arkę przed potopem
Choćby tłum z waszej pracy kpił!
Ocalić trzeba co najdroższe
A przecież tyle już tego jest!
Budujcie Arkę przed potopem
Odrzućcie dziś każdy zbędny gest

Muszę taką łódź zbudować
By w niej całe życie zmieścić
Nikt nie wierzy w moje słowa
Wszyscy mają ważne wieści
Ktoś się o majątek kłóci
Albo łatwy węszy żer
Zanim się ze snu obudzi
Będę miał już maszt i ster!

Budujcie Arkę przed potopem
Niech was nie mami głupców chór!
Budujcie Arkę przed potopem
Słychać już grzmot burzowych chmur!
Zostawcie kłótnie swe na potem
Wiarę przeczuciom dajcie raz!
Budujcie Arkę przed potopem
Zanim w końcu pochłonie was!

Każdy z was jest łodzią, w której
Może się z potopem mierzyć
Cało wyjść z burzowej chmury
Musi tylko w to uwierzyć
Lecz w ulewie grzmot za grzmotem
I za późno krzyk na trwogę
I za późno usta z błotem
Wypluwają mą przestrogę!

Budujcie Arkę przed potopem
Słyszę sterując w serce fal!
Budujcie Arkę przed potopem
Krzyczy ten, co się przedtem śmiał!
Budujcie Arkę przed potopem
Naszych nad własnym losem łez!
Budujcie Arkę przed potopem
Na pierwszy i na ostatni chrzest!

—Jacek Kaczmarski – Arka Noego

  • Czy mam w sobie determinacje do podjęcia swojej drogi, aby nawet stawiać łódź na suchej ziemi?
  • Czy to co chce jest dla mnie na tyle ważne, aby nie zrażać się?
  • “Każdy z was jest łodzią, w której może się z potopem mierzyć cało wyjść z burzowej chmury musi tylko w to uwierzyć” co to dla mnie znaczy?

. warning: kluczowe pytanie podsumowania

  • “Ocalić trzeba co najdroższe A przecież tyle już tego jest!” - czy patrzę na swoje życie jako na coś czego nie można zmarnować z powodu tego co już w nim jest? (a nie dlatego co może być)

Dziś wracamy do domów i życie będzie się tam toczyło tak samo jak dwa dni temu. Czy te rekolekcje coś zmienią? Może nie, może tak. Bardzo dużo zależy od nas. Życie jest zbyt cenne, aby uciekło nam na graniu w gry online, oglądanie seriali i chodzenie po sklepach. Łatwo nazwać wszystko co się tutaj mówiło “piękna, ale nierealną wizją” usprawiedliwiając samego siebie. Łatwo żyć w marzeniach i narzekać na to co mam za oknem.

Chrześcijaństwo to branie byka za rogi, życie pełne pasji, szukania i znajdowania siebie w miejscach zaskakujących nas samych. Życie konsekwentne, ale nie siłą szablonu, który wypełniamy. Niestrudzenie dążymy za Duchem Świętym... a dzięki temu trafiamy w nowe miejsca i przestrzenie....

... a wszędzie tam tyle dobra, którego możemy stać się udziałem - “Musimy tylko w to uwierzyć”.

Zastosowanie

Dokąd zatem zmierzam? Nazwijmy to, nie zostawiajmy tego tylko w głowie. Możemy to powiedzieć odważnie teraz na spotkaniu, możemy zapisać sobie na drugiej stronie kartki z tabelką i włożyć do kopert, a następnie przeczytać za parę miesięcy czy lat. Ale niech odpowiem na to pytanie tak jak czuje i widzę odpowiedzieć na dzisiejszy dzień.